Jasne, spokojne i pełne faktur - 50-metrowe mieszkanie blisko morza
Zaledwie 10 minut spaceru od plaży, w jednej z gdyńskich inwestycji, powstało 50 m2 mieszkanie zaprojektowane jako prywatny azyl dla właścicielki żyjącej w nieustannym biegu. Agnieszka Błochowiak z pracowni MOA Design stworzyła wnętrze, które nie próbuje imponować dekoracyjnością, lecz od pierwszych chwil wycisza i porządkuje rytm dnia. To spokojne mieszkanie blisko morza opiera się na neutralnej palecie, świetle i naturalnych materiałach.
10 minut od morza, ale jeszcze bliżej spokoju
Chociaż morze znajduje się niemal tuż za rogiem, największe wytchnienie właścicielka odnajduje po przekroczeniu progu własnego mieszkania. Na co dzień żyje intensywnie - często podróżuje między miastami i pracuje w szybkim tempie, dlatego nie szukała dla siebie przestrzeni podporządkowanej modnym rozwiązaniom. Potrzebowała miejsca, które po zamknięciu drzwi pozwala zwolnić, odetchnąć i odzyskać równowagę.
W rzeczywistości punktem wyjścia dla architektki były trzy słowa: “Oaza. Przestrzeń. Wolność”. Już od wejścia czuć, że w tym jasnym mieszkaniu w Gdyni rytm dnia zmienia się niemal natychmiast. Nie ma tu mocnych kontrastów, krzykliwych kolorów ani dekoracji, które próbują przejąć uwagę. Zamiast tego pojawia się spokojna sekwencja beży, złamanych bieli i ciepłych szarości. Miasto zostaje za drzwiami, a wnętrze zaczyna działać jak filtr - wycisza bodźce, porządkuje przestrzeń i pozwala odetchnąć. Jednocześnie wnętrze to, chociaż inspirowane spokojem i minimalizmem, dalekie jest od chłodnej, sterylnej estetyki. Neutralność nie oznacza tu pustki. Przeciwnie - mieszkanie urządzone w neutralnych kolorach zyskuje głębię dzięki światłu, materiałom i subtelnym różnicom faktur.


Neutralna baza - materiały i światło
To mieszkanie urządzone w neutralnych kolorach pokazuje, że jasne wnętrze nie musi być monotonne. Projektantka zrezygnowała z mocnych wzorów i intensywnych barw, a charakter przestrzeni zbudowała za pomocą faktur. W całym mieszkaniu pojawiają się wielkoformatowe włoskie płyty, które spajają kolejne pomieszczenia. Widać je nie tylko w łazience, ale też w kuchni, gdzie tworzą masywny blat, oraz w salonie, gdzie zamieniają się w subtelny podest. Z tych samych płyt powstała nawet umywalka!
Tę mineralną bazę ociepla bielona jodełka francuska, gliniany tynk na ścianach salonu i tapeta o strukturze tkaniny w sypialni. Gliniany tynk i tapeta imitująca pracują tu niemal jak dodatkowa warstwa światła - rano ściany wydają się miękkie i niemal pudrowe, a wieczorem nabierają głębi. W sypialni tekstylna tapeta i welurowy zagłówek sprawiają, że wnętrze wydaje się bardziej miękkie i ciepłe, choć nadal pozostaje bardzo oszczędne.
Jak urządzić 50 metrów, żeby mieszkanie naprawdę dawało oddech?
W małym mieszkaniu najłatwiej popełnić jeden błąd - próbować zmieścić zbyt wiele. Tutaj od początku było wiadomo, że przestrzeń ma dawać oddech. Dlatego zabudowy ukryto tak, by nie dominowały we wnętrzu. W holu powstały pojemne szafy, a ich fronty stapiają się ze ścianą. Podobnie wygląda łazienka, gdzie każdy centymetr został dobrze wykorzystany, choć nic nie sprawia wrażenia ciasnego ani przeładowanego. W przypadku tego wnętrza niezwykle ważne okazało się także konsekwentne powtarzanie tych samych materiałów. Ta sama płyta pojawia się w kilku pomieszczeniach, drewno przechodzi z salonu do sypialni, a neutralna paleta prowadzi wzrok przez całe wnętrze. Efekt jest prosty, ale bardzo skuteczny - mieszkanie wydaje się większe, spokojniejsze i bardziej uporządkowane.
Ciekawa jest także historia samego procesu projektowego. Właścicielka pochodzi z południa Polski, dlatego większość prac przebiegała częściowo zdalnie. Mimo to wszystkie materiały i elementy wyposażenia udało się wybrać w ciągu jednego dnia. Tak szybka decyzja nie wynikała z pośpiechu, lecz z porozumienia między inwestorką a projektantką. Od początku obie miały podobne wyobrażenie o tym, czym powinno być spokojne mieszkanie blisko morza.


Sztuka, design i kilka osobistych akcentów
Chociaż to jasne mieszkanie w Gdyni opiera się na prostocie, nie brakuje w nim przedmiotów, które przełamują neutralną bazę. Nie ma ich wiele, ale każdy został wybrany bardzo świadomie. W salonie pojawiła się lampa od &Tradition - klasyk z 1958 roku o miękkiej, rzeźbiarskiej formie, który wnosi do wnętrza coś, czego nie da się osiągnąć samym kolorem czy materiałem. Podobną rolę pełnią obrazy Agnieszki Osińskiej. Są delikatne, trochę poetyckie, z ledwie widoczną nutą chaosu i abstrakcji. Nie dominują nad wnętrzem, ale sprawiają, że staje się ono bardziej osobiste.
Wnętrze, które nie potrzebuje trendów
Projekt Agnieszki Błochowiak pokazuje, jak bardzo zmieniają się współczesne potrzeby związane z projektowaniem mieszkań. Coraz mniej liczy się chęć imponowania i pogoń za sezonowymi modami. Znacznie większą wartość ma dziś przestrzeń, która po prostu pozwala odpocząć, wyciszyć się i odzyskać równowagę po intensywnym dniu.
Minimalistyczne mieszkanie nie potrzebuje mocnych kolorów, dekoracyjnych dodatków ani efektownych kontrastów. Wystarczą światło, proporcje i naturalne materiały we wnętrzu. Gliniany tynk miękko rozprasza promienie wpadające przez okna, bielona jodełka ociepla przestrzeń, a wielkoformatowe płyty porządkują niewielki metraż. Dzięki temu mieszkanie urządzone w neutralnych kolorach nie wydaje się chłodne ani zbyt surowe. Spokój wynika tu przede wszystkim z dobrze przemyślanej prostoty.
Projekt: MOA Design, Agnieszka Błochowiak
Zdjęcia: INKADR, Natalia Kaczmarek
Stylizacja: Dekoruje Kadry, Justyna Sobiecka



Przeczytaj również:
>> Pod dachem Bałtyku - zmysłowa metamorfoza hotelowego poddasza
>> BORGIO Riviera Gdynia - gdzie włoska elegancja spotyka nadmorski modernizm
>> Szlachetne materiały i kobieca narracja: 67-metrowy apartament na południu Wrocławia
[product category_id="151" limit="12" onlyAvailable="true" order="random"]